Jakiś czas temu byłem na wyjeździe naukowym z koła regionalnego we wschodniej Polsce. Chciałbym się z Wami podzielić moimi wrażeniami. Wyjazd organizowany był od początku do końca przez studentów, czyli nas. :-) Zatrzymaliśmy się w gospodarstwie agroturystycznym, nieopodal Hajnówki. Główną atrakcją owego gospodarstwa były strusie. Tak tak, prawdziwe australijskie strusie. Właściciel domu miał po prostu takie natchnienie i zaczął je hodować tak dla przyjemności. Zajmowali się nimi jego pracownicy, a trzeba przyznać robili to w sposób mistrzowski. Opieka nad takimi ptakami trwa od rana do nocy, lubią widocznie skupiać na sobie uwagę. Poza tym są naprawdę bardzo silne i lubią wszelkiego rodzaju zaczepki, inaczej mówiąc są wredne.
Jeśli chodzi o naukowe zabarwienie owego wyjazdu, to zbieraliśmy informacje od tubylców na tematy związane z nazwami miejscowości, różnych miejsc, nazwisk – ogólnie wiadomości mieszczące się w kręgu języka. Wspominając o języku warto zauważyć, że ludzie ze wschodnich wsi czy nawet miast mówią dość typowym - dla tych regionów – językiem, mianowicie łączą kilka w jedną całość. Posługują się mieszanką języka białoruskiego, rosyjskiego, polskiego i trzeba zaznaczyć, iż język polski u nich występuje w co najmniej dwóch odmianach – gwarowej oraz ogólnej. Skutkuje to tym, iż w praktyce bardzo ciężko się z nimi porozumieć, a to przecież wciąż Polska.
Wyjazd trwał około 5 dni, w tym czasie zdążyliśmy poznać okolicę, a tym samym kilka osób. Trzeba powiedzieć parę słów o samym gospodarstwie, bowiem strusie to nie jedyna jego atrakcja. Był tam prawdziwy, kaflowy piec, na którym notabene spała jedna osoba z naszej grupy, oczywiście na materacu, poduszkach itd., ale koniecznie chciała sprawdzić jak to jest. To wszystko dlatego, iż ludzie kiedyś tak sypiali, szczególnie zimą, piec był wtedy po prostu jedynym ciepłym miejscem i takie spanie to rozkosz dla zmysłów.
Ten wyjazd naprawdę wiele mnie nauczył, szczególnie w wymiarze mojego kierunku studiów, ale także a propos życia na kresach – jest to zupełnie inny świat w porównaniu do miast.