Każdy student zdaje sobie sprawę jakim stresem jest sesja. Są też tacy studenci, którzy nie potrafią się bać biorąc pod uwagę, fakt: “zdam, czy nie zdam co za różnica?” Cóż, nikt im tego przecież nie zabroni. Chciałbym opowiedzieć o sesji, która odbyła się dobrych parę lat temu. Byłem na nią prawdę mówiąc średnio przygotowany lub jeśli ktoś woli - materiału do nauki zawsze jest tyle, iż nie da się tego ogarnąć. ;p
Każdy zapewne ma w swoim tzw. zanadrzu jakieś sztandarowe tematy, doskonale orientuje w pewnym zakresie wiedzy, bo po prostu to lubi. Tym razem miałem przeogromne szczęście ponieważ ukochana Pani profesor zapytała mnie akurat o owe znane mi rzeczy, pomijając praktycznie wszystkie tematy związane z zakresem egzaminu. Na dodatek po kilku minutach rozmowa przerodziła się w luźną pogawędkę “o życiu”.
Z tego co wiem, nie ja jedyny miałem tego rodzaju egzamin i zdarza się to dość często. W sumie jest to logiczne, przecież taki pan lub pani profesor mają ochotę po wielu latach wałkowania tych samych treści na pewną zmianę. Oby jak najczęściej…
