Chciałbym podzielić się kilkoma swoimi wrażeniami z pierwszej wakacyjnej eskapady zarobkowej, którą odbyłem do stolicy Anglii w 2005r.
Odpowiednio wcześniej zarezerwowany bilet w tanich liniach lotniczych miał być gwarancją komfortowego dotarcia do celu za rozsądną cenę. Wybierając datę odlotu na 7 lipca 2005 nie planowaliśmy (ja i moja dziewczyna) wszakże rozpoczynać podróży w dniu zamachów terrorystycznych w Londynie, jednak tak się właśnie stało. Jeszcze na lotnisku w Katowicach-Pyrzowicach dopadł do nas reporter telewizyjny z kamerą, pytając o emocje towarzyszące wylotowi wobec zaistniałych okoliczności. Te kilka zdań, które z siebie wydobyłem, jak się później okazało poszło jako materiał filmowy w wieczornej Panoramie TVP2.
Sam lot odbył się bez zakłóceń. Większe emocje przyniósł nam dwugodzinny transfer autokarem z lotniska Londyn-Luton do samego Londynu (Victoria Station). Podczas podróży zainteresowała mnie umieszczona na ściance za kierowcą tabliczka, na której widniał napis: “Not your bag? Be safe!” (Nie Twoja torba? Bądź bezpieczny!), któremu towarzyszyła instrukcja w języku angielskim, aby zauważywszy w autokarze torbę bez właściciela niezwłocznie poinformować o tym fakcie kierowcę. Był to pewien rodzaj zabezpieczenia przed możliwym zamachem bombowym. Gdy tylko przyswoiłem tę informację, ku swojemu niepokojowi dostrzegłem…bezpańską torbę spoczywającą na pierwszym siedzeniu pod tabliczką. W połączeniu ze stresem związanym z podróżą oraz jej okolicznościami (zamachami) mocno podskoczyło mi ciśnienie. Tych kilka minut, podczas których wahałem się, czy i jakie działanie podjąć trwało wieczność. ;) Gdy byłem już niemal zdecydowany pofatygować się do kierowcy, jakgdyby nigdy nic, z sąsiedniego siedzenia podniosła się jakaś starsza kobieta, przewędrowała kilka rzędów do przodu, podeszła do torby…wydobyła z niej kanapkę, po czym wróciła na miejsce, spokojnie rozpoczynając konsumpcję. Odetchnąłem głęboko.
Dotarcie do miejsca zakwaterowania odbyło się już bez większych przygód. Mieszkaliśmy z rodziną dziewczyny oraz ich znajomymi, którzy wynajmowali kilka pokojów w dość odległej od ścisłego centrum Londynu dzielnicy Mitcham. Byliśmy więc na miejscu, pozostawało rozejrzeć się za jakąś pracą. Póki co utrzymanie zapewniały nam kartony papierosów, które szły ze 100% marżą jak świeże bułeczki. Przywieźliśmy ich z kraju…oczywiście przepisową liczbę ;)
Dalsze losy postaram się w zamieścić wkrótce w osobnym wpisie.
