Archiwum z Marzec, 2009

Gra planszowa ‘Ryzyko’

wtorek, 31 Marzec, 2009

Czas wolny… Każdy student wręcz pławi się w marnotrawieniu czasu jaki ma do dyspozycji po zajęciach jak i w trackie wykładów , które często traktuje jako odpoczynek między zajęciami obowiązkowymi. Co mógłbym tu polecić z własnego doświadczenia to ogrom przyjemności spędzonej w towarzystwie znajomych, niekoniecznie przy piwku, ale przy jakże wciągającym zajęciu jakim są…. Zaryzykuje i dokończę to stwierdzenie dość nietypową puentą : …gry planszowe… :) Większość z nas mogła w tym momencie wręcz parsknąć śmiechem na opinię postrzeganego przez czytelnika autora tego postu jako pewnego rodzaju nastolatka mającego jeszcze wiele wspólnego z nabytymi w okresie dzieciństwa wręcz prostackimi jak na chociażby wiek 19-latka formami rozrywki. No cóż muszę was zdziwić…:) Mam lat 23 a wnikanie w sytuację na planszy współdziele z wieloma swoimi przyjaciółmi spędzającymi większość swojego czasu na surfowaniu po necie…Chcę zaproponować grę planszową o nazwie - RYZYKO :)

“It’s a game of world dooomination!” - to pierwotna reklama tej gry, bowiem W “Risku” właśnie chodzi o podbój świata. Plansza przedstawia mapę z kontynentami podzielonymi na państwa - terytoria. Podział nie przypomina układu granic z żadnego okresu historycznego. Tworzy po prostu zbiór pól, po których manewrują armie graczy. Zwycięża strona, która wypełni swoją indywidualną misję losowaną po rozstawieniu również w sposób losowy swoich oddziałów na powierzchni planszy znaną wyłącznie jemu. Na samym początku gry każdemu z graczy przyporządkowuje się odpowiednią ilość pionków (armii) dokładanych dodatkowo dla każdego gracza w swojej turze. Po rozstawieniu żołnierzy możemy przejść do analizy sytuacji na planszy świata oraz potencjalnych naszych celów na których się na początku skupimy , które dadzą nam rokowania na pomyślne zakończenie gry której cel będzie znany za moment. Każdy z graczy losuje jedną kartę Misja… Wtedy właśnie zaczyna się przygoda na minimum 2 godziny przesiąknięta planowaniem, rozważaniem pełnym domysłów, spiskowaniem graczy jak ich paktowaniem przepełnionymi zdradą oraz nieobliczalnymi zwrotami akcji…Zlepek tego wszystkiego jest niebagatelnym źródłem przyjemności na nudne wieczory, dżdżyste dni jak i słoneczne popołudnia spędzone na uciesze z wyśmienitej pogody wylegując się na kocyku, kiedy w tym samym czasie grill piecze naszą strawę. Wierzcie mi, firma Hasbro przodująca w produkcji gier rodzinnych, jest twórcą naprawdę niespotykanego produktu, który utrzymuje się na rynku światowym przez ponad 15 lat co jedynie podkreśla jej wyjątkowość i unikalność.

Ogromnie polecam ją dla wszystkich zmęczonych monotonią codzienności studentów i nie tylko…Jej cena może zniechęcić, ale zawsze na allegro można znaleźć używany produkt chociażby obcojęzyczny, a instrukcje da Ci zawsze wujek Google :) Gram w nią od roku ze znajomymi i nie znudziła się do tej pory nikomu z nas…. :)

Sylwester w Albufeira

wtorek, 31 Marzec, 2009

Każdy z nas cieszy się tym, że mógł przeżyć coś niesamowitego, coś co tkwi mu w pamięci stale na samą myśl o tym i będzie zapisane w jego dzienniku wspomnień do końca życia, przygodę która była tak zjawiskowa i niepowtarzalna, że jest prawie pewny że nic podobnego nie spotka go w przyszłości. Tu właśnie chciałbym opisać jedną z moich przygód - imprezę, sylwester życia jaki miałem doświadczyć podczas mojego pobytu za granicą kochanej Polski, a mianowicie w Portugalii roku mi pamiętnego 2007-2008. Przyjemnego czytania… :)

Był to sylwester 2008. Dzień przed tym dniem zastanawiałem się w jaki oryginalny sposób można byłoby go spędzić i wykorzystać ten cudowny okres czasu jakim było spędzenie roku studenckiego 2007-2008 na wymianie studenckiej w Portugalii. Doszła do moich uszu informacja, że co roku jest organizowana największe impreza sylwestrowa w Portugalii w najbardziej turystycznym regionie tego kraju jakim jest Algarve. Wiedząc, że kolejnej nocy ma mieć tam miejsce koncert Bob’a Sinclaira wiedziałem, że muszę się tam pojawić tym bardziej, że całość odbywa się na jednej z tamtejszych plaży. Zaczęło się planowanie…Z chętnymi w akademiku nie było problemu w związku z czym pozostało poszukiwanie transportu. Całe szczęście Covilha jest miasteczkiem turystycznym więc istniała tam niejedna wypożyczalnia samochodów Kraków. O godzinie 17.00 kolejnego dnia wyruszaliśmy na imprezę na drugi koniec Portugalii w kierunku południowych plaż , 440 km od Covilha’i. Torby oraz plecaki mieliśmy wypełnione prowiantem oraz trunkami pobudzającymi do imprezowania :) i niczego więcej nie potrzebowaliśmy zważając na to, że będziemy tam jedyne 2 dni.i Za dużo czasu nie mieliśmy z powodu braku samochodu we wcześniejszych godzinach, ale tutejszymi drogami niemożliwością było spóźnić się na koncert Davida Fonseca’i i Boba Sinclair’a. Dwie godziny przed północą dotarliśmy do wypełnionej tłumem Albufeira’y gdzie impreza powoli się rozkręcała. Godzinę później wypiliśmy zdrówko Polaków cieszących się w tamtym momencie z przybyłego nowego roku, a następnie dołączyliśmy do publiczności, którą nakręcał David Fonseca- Portugalski piosenkarz , z głosem Elvisa Presleya ;) który nie zaprzeczę dał niezły show pomimo iż prawie wszystkie jego utwory słyszałem poraz pierwszy. Oczywiście publiczność portugalska ( jak na nią przystała :] )stała w miejscu, ale Polacy nie mogli z drugiej strony ustać koncertu w miejscu więc czerpali garściami przyjemność z imprezy i szaleństwa koncertowego czemu towarzyszyło jedynie ździwienie tubylców wpatrzonych w nasze ekscesy taneczne;) 15 minut przed północą skończył się pierwszy koncert i wszyscy odliczali ostatnie minuty roku 2007-ego . O godzinie 24.00 niebo rozbrysło przez ok 20 minut fajerwerkami wystrzelanymi z wybrzeża i przy deszczu szampana na scene wkroczył Bob Sinclair ze swoim grubym ziomkiem. Rozpoczęło się 2.5 godzinne szaleństwo ,którego nie zapomnę do końca życia. Publiczność nagle się ożywiła i nie było widać osoby która by po prostu przemilczała koncert stojąc w miejscu. Tysiące rąk w powietrzu ludzie dzielący się alkoholem to to co najbardziej lubię… :) Amok do którego brak mi słów. Po koncercie plaża opustoszała i widać było jedynie pobojowisko po oszalałej publiczności. Po przebrnięciu przez masę butelek cieszyliśmy się widokiem oceanu a później część z nas, oczywiście włączając mnie poszła na dyskotekę po której zjedliśmy w pobliskiej knajpie kolacje przy towarzystwie ‘Weselnej’ i powróciliśmy na dyskę z której wróciłem wczesnym rankiem do samochodu gdzie “w opakowaniu” zasnąłem jak zabity.